piątek, 15 listopada 2013

W bólach tworzone

Poszukiwanie weny twórczej jest czasami naprawdę bolesne. Przez dwa tygodnie brałam do rąk w dziewięćdziesięciu procentach zrobioną butelkę, patrzyłam na nią intensywnie, jakbym oczekiwała, że za chwilę wygłosi jakieś oratorium, po czym odkładałam na biurko, rozczarowania milczeniem butelki. Po czternastu dniach dostałam oświecenia. Pracę skończyłam w pół godziny, po czym równie szybko, jak się zaczęła, tak moja wena ulotniła się tak skutecznie, że więcej tego wieczora nie udało mi się nic stworzyć.

Z butelki jednak jestem zadowolona.





A tak pracuje mój największy pomocnik:




środa, 10 lipca 2013

Szydełkowo pudełkowo

Lubiana praca wciąga, stąd ten zastój z postami, za który przepraszam. Prawie nie szydełkuję ostatnio, za to przebywam z niesamowitymi ludźmi, od których ciągle uczę się czegoś nowego. I wracam do fazy na decoupage, ale to zrelacjonuję trochę później. Na razie bransoletka dla Renaty i pudełeczka na czekoladki dla gości.





piątek, 7 czerwca 2013

Turkus, panowie i panie, wkracza na salony

Od zawsze mam jakoś tak, że kiedy zakocham się w pewnej rzeczy i ją dopadnę, zaczyna się okres notorycznego używania, łączenia z czym się da, kiedy się da i jak się da. Nieważne czy to nowa bluzka, kolor lakieru, eyeliner robiony z prasowanych cieni do powiek czy... kordonek. No właśnie. 

Przedstawiam wam moją nową wakacyjną miłość, turkusowy kordonek i początki mojego szaleństwa z nim. Na razie pokazuję niewiele z dwóch powodów: po pierwsze to jedyny wzór, który udało mi się dopasować tak jak chciałam, pozostałe wariacje są jeszcze w fazie eksperymentowania. Po drugie, aparat nie odwzorowuje dokładnie odcienia kordonka. W rzeczywistości jest on ostrzejszy, naprawdę turkusowo przechodzący w niebiesko-zielony, nie tak 'bladoniebieski', jaki wydaje mi się na zdjęciach. Ale nad tym też jeszcze zdążę popracować.

Tymczasem - enjoy!





I obowiązkowo ulubiony ecru





niedziela, 26 maja 2013

Na dzień matki

Zmęczona jestem po popołudniu w ciemni, nic kreatywnego z siebie nie wycisnę. Uwielbiam bawić się przy powiększalniku, ale kilkugodzinny pobyt z odczynnikami w średnio wentylowanym, małym pomieszczeniu wykańcza człowieka. Do tej pory jeszcze moje ubranie ma zapach wywoływacza, ale za to mam ciekawe czarno-białe portrety. Na przeterminowanym papierze. Eksperymenty.

Dzięki tym eksperymentom powstało zdjęcie, które nie powinno oglądać śwatła dziennego. Studium rzadkiej choroby tropikalnej, bądź efekt ofiary przemocy domowej, bez użycia photoshopa.


Tu drobiazg, dla najlepszej mamy pod słońcem, prezent dla naszego nieoficjalnego boga.




A teraz kakao/herbata, książka i kocyk, miłego wieczoru.

wtorek, 21 maja 2013

Czy do gotowania potrzebny jest talent? Urodzinowa niciarka dla M.

Właśnie pokochałam bloggera za automatyczne zapisywanie kopii roboczych posta w trakcie jego pisania. Pół notki gotowe i bach! Znów przez przypadek zamknęłam kartę. Chwała Internetowi za zapisywanie moich wypocin.

Wczoraj była Ando i Szczepan w kuchni, dzisiaj wersja Marek i Ando pichcą. Bakłażanowa pasta była tak na dobrą sprawę z niedzieli, w poniedziałek zrobiliśmy z Markiem makaron z cukinią i szparagami w bajecznym kremowym sosie, dziś za to coś z piekarnika. Wytrawne muffinki z pomidorami i cebulką z tego przepisu. Jestem nimi absolutnie zauroczona, a zrobiony na szybko sos czosnkowy fantastycznie dopełnia ich smak.

Marek stwierdził, że tak jak ja często w kuchni robię coś 'na oko', tak on zawsze trzyma się dokładnie przepisu, bo boi się, że inaczej coś mu nie wyjdzie, bo on do gotowania talentu nie ma.




Czy żeby dobrze gotować, faktycznie trzeba mieć talent? Nie wystarczy pasja do gotowania, miłość do dobrego jedzenia i ciągłe rozwijanie umiejętności? Sama nie umiem określić, czy mam 'talent', po prostu uwielbiam siedzieć w kuchni i tworzyć, mieszać smaki, obserwować, jak wszystko zmienia się w zależności od poszczególnych składników i patrzeć, jak moi bliscy nie mogą się oderwać od talerzy.

Jeśli coś naprawdę lubię i poświęcam temu czas, talent jest niewielkim czynnikiem wpływającym na mój sukces, w jakiejkolwiek dziedzinie by to nie było.


W ramach dalszej zabawy w rękodzieło, urodzinowa niciarka dla Marka. Nie miałam zupełnie pomysłu, jaki wzór serwetki wybrać na wieczko tak, żeby to jakoś współgrało z tym, co już ma w pokoju i nie było zbyt kwiatowe i cukierkowe, więc spróbowałam użyć zwykłego papieru do pakowania, który znalazłam w domu. Wzór wydał mi się i kolorystycznie, i stylistycznie dopasowany, początkowe trudności z przyklejeniem papieru tak, żeby się nie marszczył i nie zbierał pod spodem bąbelków powietrza przyćmił ostateczny efekt. Na wszelki wypadek warstwa lakieru żywicznego i byłam zachwycona. Najchętniej sama bym coś takiego u siebie zatrzymała.





poniedziałek, 20 maja 2013

Kordonek i bakłażan, czyli bóle tworzenia tytułów

Nie wychodzi mi to regularne pisanie, odzwyczaiłam się. Tyle razy próbowałam złożyć kilka zdań, po których nie będę katować klawisza delete, ale podchodzimy do siebie z tym blogiem, jak pies z kotem, na duży dystans, obserwując się z dwóch końców pokoju. Chyba musimy się ze sobą jeszcze oswoić.
I to pisanie tytułów, najgorsze co może być. Treść w końcu jakoś sama wypłynie, jedno zdanie i można wokół niego stworzyć wszystko, ale weź to jeszcze potem nazwij. Dziś chyba to zadanie mnie przerasta.
Podejrzewam, że słoneczna pogoda wcale nie ułatwi kreatywnego pisania przed komputerem, ale będę próbować. Przynajmniej zdjęcia mogę robić w sensownych warunkach.

Urodzinowy prezent dla Justyny, wiosenno-letnia bransoletka. Końcowa wersja była z małą zawieszką z królikiem z Alicji w Krainie Czarów.




Może niedługo będzie wersja brązowa, znęcam się nad nowiutkim kordonkiem i powstrzymuję się, żeby nie kupić kolejnych kolorów. Dobrze, że pasmanterie u mnie nie są tak dobrze zaopatrzone i muszę jeździć wydawać oszczędności do innych miast, mniej kusi. Ale przecież wszystkie nowe wstążki, zawieszki, koraliki, farby, pędzle, lakiery i bejce 'są potrzebne'!

I na koniec z serii: Ando i Szczepan w kuchni - kurczak w sezamie i orzechach z pastą z bakłażana. Niebiańskie połączenie smaków, nie mogłam wytrzymać, żeby tego nie pokazać.


sobota, 27 kwietnia 2013

Bez tytułu po raz pierwszy

Dzisiaj szybciutko, dla odmiany od normalnych ludzi weekendy mam często zajęte, więc tylko wrzucam zdjęcia i uciekam do prezentacji. Poza tym brak weny na dłuższe wypociny, może na początku przyszłego tygodnia.


A teraz, uwaga, uwaga, przedstawiam Państwu:
Kapelusze na uszach!
Zupełnie nowa wersja angielskiego romantyzmu,
bo gdzie tu nosić kapelusze na głowach,
skoro słońce tak uparcie chowa się za chmurami przed
długim weekendem?








Lubię obserwować ludzi w metrze.

środa, 24 kwietnia 2013

Trzy, dwa, jeden - start!

Blogową działalność czas zacząć. Ostatecznie ile można spamować prywatnego facebooka kolejnymi efektami nudy kreatywnej? Będzie trochę decoupage'u, sporo szydełka, pewnie jakieś koraliki, makrama, odrobina szycia i malowania, czyli wszystko, co sprawia, że z taką chęcią wydaję kolejne oszczędności w pasmanteriach i sklepach dla plastyków. :)

Dzisiaj szydełkowo