piątek, 15 listopada 2013

W bólach tworzone

Poszukiwanie weny twórczej jest czasami naprawdę bolesne. Przez dwa tygodnie brałam do rąk w dziewięćdziesięciu procentach zrobioną butelkę, patrzyłam na nią intensywnie, jakbym oczekiwała, że za chwilę wygłosi jakieś oratorium, po czym odkładałam na biurko, rozczarowania milczeniem butelki. Po czternastu dniach dostałam oświecenia. Pracę skończyłam w pół godziny, po czym równie szybko, jak się zaczęła, tak moja wena ulotniła się tak skutecznie, że więcej tego wieczora nie udało mi się nic stworzyć.

Z butelki jednak jestem zadowolona.





A tak pracuje mój największy pomocnik: