niedziela, 26 maja 2013

Na dzień matki

Zmęczona jestem po popołudniu w ciemni, nic kreatywnego z siebie nie wycisnę. Uwielbiam bawić się przy powiększalniku, ale kilkugodzinny pobyt z odczynnikami w średnio wentylowanym, małym pomieszczeniu wykańcza człowieka. Do tej pory jeszcze moje ubranie ma zapach wywoływacza, ale za to mam ciekawe czarno-białe portrety. Na przeterminowanym papierze. Eksperymenty.

Dzięki tym eksperymentom powstało zdjęcie, które nie powinno oglądać śwatła dziennego. Studium rzadkiej choroby tropikalnej, bądź efekt ofiary przemocy domowej, bez użycia photoshopa.


Tu drobiazg, dla najlepszej mamy pod słońcem, prezent dla naszego nieoficjalnego boga.




A teraz kakao/herbata, książka i kocyk, miłego wieczoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz