niedziela, 26 maja 2013

Na dzień matki

Zmęczona jestem po popołudniu w ciemni, nic kreatywnego z siebie nie wycisnę. Uwielbiam bawić się przy powiększalniku, ale kilkugodzinny pobyt z odczynnikami w średnio wentylowanym, małym pomieszczeniu wykańcza człowieka. Do tej pory jeszcze moje ubranie ma zapach wywoływacza, ale za to mam ciekawe czarno-białe portrety. Na przeterminowanym papierze. Eksperymenty.

Dzięki tym eksperymentom powstało zdjęcie, które nie powinno oglądać śwatła dziennego. Studium rzadkiej choroby tropikalnej, bądź efekt ofiary przemocy domowej, bez użycia photoshopa.


Tu drobiazg, dla najlepszej mamy pod słońcem, prezent dla naszego nieoficjalnego boga.




A teraz kakao/herbata, książka i kocyk, miłego wieczoru.

wtorek, 21 maja 2013

Czy do gotowania potrzebny jest talent? Urodzinowa niciarka dla M.

Właśnie pokochałam bloggera za automatyczne zapisywanie kopii roboczych posta w trakcie jego pisania. Pół notki gotowe i bach! Znów przez przypadek zamknęłam kartę. Chwała Internetowi za zapisywanie moich wypocin.

Wczoraj była Ando i Szczepan w kuchni, dzisiaj wersja Marek i Ando pichcą. Bakłażanowa pasta była tak na dobrą sprawę z niedzieli, w poniedziałek zrobiliśmy z Markiem makaron z cukinią i szparagami w bajecznym kremowym sosie, dziś za to coś z piekarnika. Wytrawne muffinki z pomidorami i cebulką z tego przepisu. Jestem nimi absolutnie zauroczona, a zrobiony na szybko sos czosnkowy fantastycznie dopełnia ich smak.

Marek stwierdził, że tak jak ja często w kuchni robię coś 'na oko', tak on zawsze trzyma się dokładnie przepisu, bo boi się, że inaczej coś mu nie wyjdzie, bo on do gotowania talentu nie ma.




Czy żeby dobrze gotować, faktycznie trzeba mieć talent? Nie wystarczy pasja do gotowania, miłość do dobrego jedzenia i ciągłe rozwijanie umiejętności? Sama nie umiem określić, czy mam 'talent', po prostu uwielbiam siedzieć w kuchni i tworzyć, mieszać smaki, obserwować, jak wszystko zmienia się w zależności od poszczególnych składników i patrzeć, jak moi bliscy nie mogą się oderwać od talerzy.

Jeśli coś naprawdę lubię i poświęcam temu czas, talent jest niewielkim czynnikiem wpływającym na mój sukces, w jakiejkolwiek dziedzinie by to nie było.


W ramach dalszej zabawy w rękodzieło, urodzinowa niciarka dla Marka. Nie miałam zupełnie pomysłu, jaki wzór serwetki wybrać na wieczko tak, żeby to jakoś współgrało z tym, co już ma w pokoju i nie było zbyt kwiatowe i cukierkowe, więc spróbowałam użyć zwykłego papieru do pakowania, który znalazłam w domu. Wzór wydał mi się i kolorystycznie, i stylistycznie dopasowany, początkowe trudności z przyklejeniem papieru tak, żeby się nie marszczył i nie zbierał pod spodem bąbelków powietrza przyćmił ostateczny efekt. Na wszelki wypadek warstwa lakieru żywicznego i byłam zachwycona. Najchętniej sama bym coś takiego u siebie zatrzymała.





poniedziałek, 20 maja 2013

Kordonek i bakłażan, czyli bóle tworzenia tytułów

Nie wychodzi mi to regularne pisanie, odzwyczaiłam się. Tyle razy próbowałam złożyć kilka zdań, po których nie będę katować klawisza delete, ale podchodzimy do siebie z tym blogiem, jak pies z kotem, na duży dystans, obserwując się z dwóch końców pokoju. Chyba musimy się ze sobą jeszcze oswoić.
I to pisanie tytułów, najgorsze co może być. Treść w końcu jakoś sama wypłynie, jedno zdanie i można wokół niego stworzyć wszystko, ale weź to jeszcze potem nazwij. Dziś chyba to zadanie mnie przerasta.
Podejrzewam, że słoneczna pogoda wcale nie ułatwi kreatywnego pisania przed komputerem, ale będę próbować. Przynajmniej zdjęcia mogę robić w sensownych warunkach.

Urodzinowy prezent dla Justyny, wiosenno-letnia bransoletka. Końcowa wersja była z małą zawieszką z królikiem z Alicji w Krainie Czarów.




Może niedługo będzie wersja brązowa, znęcam się nad nowiutkim kordonkiem i powstrzymuję się, żeby nie kupić kolejnych kolorów. Dobrze, że pasmanterie u mnie nie są tak dobrze zaopatrzone i muszę jeździć wydawać oszczędności do innych miast, mniej kusi. Ale przecież wszystkie nowe wstążki, zawieszki, koraliki, farby, pędzle, lakiery i bejce 'są potrzebne'!

I na koniec z serii: Ando i Szczepan w kuchni - kurczak w sezamie i orzechach z pastą z bakłażana. Niebiańskie połączenie smaków, nie mogłam wytrzymać, żeby tego nie pokazać.